Gdzie czas się zatrzymał
Po kilku dalekich wyprawach zdecydowałam się poszukać egzotyki nieco bliżej, gdzie główną atrakcją będą przyroda i ludzie. Po Turcji, Tajlandii i Cejlonie chciałam nieco odpocząć od historii i świątyń. Tym sposobem mój wybór padł na Maroko i program Wielkie Południe. Chociaż przeczytałam go bardzo uważnie zaskoczył mnie wyjątkową okazją poznania nowoczesnego państwa i przeniesienia się wiele lat wstecz bez zwiedzania stanowisk archeologicznych i muzeów. Bo Maroko wielkich miast na wybrzeżu i to na dalekim południu dzieli właśnie taka przepaść. Zbudowany na nowo Agadir jest dziś miastem na wskroś europejskim, gdzie tak jak u nas, tryb życia napędza pogoń za pieniądzem i dobrobytem. Tak samo jest w Casablance czy Rabacie, ale w wioskach na dalekim południu ciągle dominują gliniane ksary jak za czasów karawan przemierzających pustynię z głębi czarnego lądu. Zobaczycie więc skrajne kontrasty i prawdziwą biedę.

Kiedyś te ufortyfikowane wioski pełniły funkcję karawanserajów dających schronienie strudzonym wędrowcom i ochronę przed bandytami. Dziś nadal żyją w nich ludzie w warunkach, które niemal nie zmieniły sie od tamtych czasów. I o dziwo właśnie tu, gdzie dzieli nas największa przepaść kulturowa, spotykamy największą życzliwość, a garść cukierków będących nieosiąganym dobrem otwiera serca najmłodszych. Jedyną oznaką współczesności są satelitarne anteny na płaskich dachach i telefony komórkowe. Nie do końca wynika to z biedy, chociaż życie w tych prymitywnych warunkach jest naprawdę ciężkie. Głównym powodem jest mentalność tych ludzi, którzy właśnie tu czują się szczęśliwi.

Mamy możliwość przyjrzenia się ich pracy w oazach i chociaż to trochę niezręczne, zajrzenia z obiektywem do wnętrz domów. Takiej otwartości nie spotkacie na północy czy w Marrakeszu gdzie postrzegani jesteśmy jako chodząca skarbonka, z której trzeba wyciągnąć jak najwięcej i dosłownie za wszystko, nawet za wskazanie drogi. Wszystko to w otoczeniu fantastycznej przyrody od oceanicznego brzegu aż po szczyty gór Atlas. No i wreszcie piaszczyste wydmy Sahary, które chyba każdemu kojarzą się z takim właśnie wyglądem pustyni i robią niesamowite wrażenie. Po drodze mamy możliwość spotkania z koczownikami, pasterzami kóz i wielbłądów, a poczęstunek tradycyjną marokańską herbatą miętową jest wyrazem gościnności. Hotele na trasie być może nie do końca Was zadowolą bo pochodzą z lat 90-tych i do dziś zachowują standard tamtych czasów. Nie zawsze będzie lodówka i więcej jak kilka miejscowych programów w szklanym telewizorze, ale jak na jedną noc zupełnie wystarczą i nie można im odmówić swoistego uroku.

Gorzej już z porannymi posiłkami, zwykle nieprzygotowanymi na czas, ale jajko na twardo pomidory i pieczywo znajdą się na pewno. Świeży sok z pomarańczy czy naleśniki pojawią się pół godziny później i zwykle nie będzie na nie czasu. Ale kto wie, może to wina ramadanu, który zupełnie przypadkiem stał się dla mnie absolutnie nowym doświadczeniem. Starałam się wiec zrozumieć tych ludzi, którzy nie jedząc, nie pijąc i nie paląc od wschodu do zachodu słońca muszą przygotowywać i podawać potrawy wiecznie głodnym turystom. W razie czego nadrobicie braki po drodze wyjątkową potrawą, której na imię tajin.

Co warto wiedzieć o Maroku
Maroko jest dziedziczną monarchią konstytucyjną, w której od ponad 600 lat władzę sprawuje dynastia Alawitów. Głową państwa jest król Muhammad VI czyli Muhammad as-Sādis ibn al-Hasan, który zasiadł na tronie 23 lipca 1999 roku po śmierci swojego ojca, króla Hassana II. Do niego i dwuizbowego parlamentu należy władza ustawodawcza, a władzę wykonawczą sprawuje rząd z premierem powoływanym przez króla. Skupienie olbrzymiej władzy i majątku w jednych rękach musi budzić niezadowolenie jednak Królestwo Maroka uniknęło niepokojów, których boleśnie doświadczyły inne państwa regionu. Muhammad VI rzeczywiście jest człowiekiem bogatym zaliczanym do grona 50 najbogatszych polityków świata, a jego majątek szacuje się na około 2,5 mld dolarów. Ale biorąc pod uwagę 600 lat dynastii trzeba raczej powiedzieć tylko 2,5 mld. Król nie jest człowiekiem zachłannym, a jego dochody nie płyną wyłącznie z podatków należnych głowie państwa. Jest także wykształconym człowiekiem i biznesmenem inwestującym w przemysł wydobywczy i energetykę. Do niego należy też sieć marokańskich marketów Marjane. Uzyskał tytuł doktora prawa na uniwersytecie w Rabacie i uniwersytecie Sophia Antipolis w Nicei. Mówi po arabsku, angielsku, francusku i hiszpańsku. Gdy nastroje rewolucyjne zaczęły rozprzestrzeniać się na kolejne kraje arabskie król Maroka wykazał się mistrzowskim wyczuciem nastrojów we własnym kraju. Oddał część swoich przywilejów w ręce ministrów i parlamentu, zachowując dla siebie kontrolę nad wojskiem, polityką zagraniczną i sądownictwem. Okazał zainteresowanie mniejszości berberyjskiej ustanawiając język berberyjski drugim językiem urzędowym obok arabskiego.

W rzeczywistości był to gest symboliczny bo skodyfikowany język berberyjski de facto nie istnieje, a Berberowie porozumiewają się różnymi dialektami, odmiennymi w poszczególnych regionach kraju. Jest to tzw. język daridża, będący mieszanką arabskiego, francuskiego i hiszpańskiego, stanowiący prawdziwe wyzwanie nawet dla wykształconych arabistów. Muhammad VI trafnie ocenił, że zyska poparcie dużej części społeczeństwa okazując więcej zainteresowania sytuacji marokańskich kobiet. Skutkiem jego decyzji i pomimo sprzeciwu fundamentalistów, kobiety w Maroku mają prawa, jakimi nie mogą się pochwalić obywatelki żadnego innego państwa arabskiego. Podniesiono wiek uprawniający do zawarcia małżeństwa, a o rozwodzie musi orzec sąd. Jednocześnie mężczyźni utracili zwyczajowe prawo do wyłącznej opieki nad dziećmi po rozstaniu z żoną.  Niezależnie od świętych praw Koranu zakazane zostały małżeństwa poligamiczne, a na poparcie tego król publicznie ogłosił, że kocha tylko jedną kobietę i nie zamierza żenić się ponownie. Jego wybranką jest Salma Bennani, inżynier informatyk, z którą ma dwójkę dzieci – syn Moulay Hassan ur. 2005 i córka Lalla Khadidża ur. 2007. Król ograniczył też uprawnienia policji i służb bezpieczeństwa oraz zezwolił na powrót do kraju opozycjonistom wygnanym przez swojego ojca. Wiele uwagi poświęca też walce z analfabetyzmem i reformowaniu administracji. Nie bez znaczenia dla społecznych nastrojów jest także fakt w jaki sposób Maroko jest postrzegane w świecie i trzeba przyznać, że polityka zagraniczna jest mocną stroną władcy. Jest zwolennikiem współpracy z Unią Europejską, a z wieloma przywódcami i politykami łączą go osobiste, przyjacielskie stosunki.

Wyjątkowo przyjazne relacje łączą Maroko i Stany Zjednoczone. Amerykańscy żołnierze właśnie tu uczą się języka arabskiego i odbywają wspólne manewry z Królewskimi Siłami Zbrojnymi. Muhammad VI jest zaciekłym wrogiem islamskiego terroryzmu i ma świadomość, że wobec wzrastającej roli turystyki  zagwarantowanie bezpieczeństwa jest zadaniem priorytetowym. Sztandarowym symbolem polityki Muhammada VI jest Festiwal Mawazine czyli wielka doroczna impreza muzyczna w Rabacie. Jest to największy na świecie i całkowicie darmowy festiwal, na którym występują takie gwiazdy jak Shakira, Pitbull, Justin Timberlake czy idol arabskiej młodzieży Cheb Khaled. Niektórzy posądzają króla, że tym sposobem stara się odwrócić uwagę poddanych od gospodarczych problemów kraju, ale trudno zaprzeczyć, że takimi inicjatywami zyskuje sobie powszechną sympatię. Dlatego w wielu miejscach: na ulicach, w hotelach, a nawet w prywatnych sklepikach wiszą jego portrety i jest to zjawisko zupełnie inne niż w Tajlandii. W Maroku, jest to działanie spontaniczne, czego wyrazem są często zupełnie nieoficjalne zdjęcia. Kryzys polityczny nie wydaje się jednak do końca zażegnany, bo król ma też wielu zagorzałych przeciwników nawołujących do powszechnego buntu, reform politycznych i budowy nowego islamskiego państwa. Takie przesłania płyną ze stron Morocan Republic Radio i Radia Islam, a także ich kanałów w Youtube. Groźni są także dżihadyści spod znaku Państwa Islamskiego. Pod koniec marca tego roku zlikwidowano jedną z takich grup i zatrzymano 13 osób.

 
Następny ->